Wszędzie dobrze, ale…

dsc_0573

…w domu najlepiej. Oj tak, najprawdziwsza prawda.

Początek maja przyniósł ze sobą bardzo intensywny czas. Dwa wesela, mnóstwo pokonanych kilometrów, w sumie zliczając ponad tydzień poza domem. I mimo tego, że czas bezsprzecznie cudowny, bo w gronie wspaniałych ludzi, to pod koniec już tak bardzo potrzebowałam spokoju. Spokoju mojego domu. Jasności, bieli, ulubionego koca. Wiedziałam, że powrót do domu dobrze zrobi też mojemu dziecku – znajomy kącik do zabawy, ulubione książeczki, domowa przestrzeń. I choć wiedziałam, że czeka mnie tam bałagan, którego nie zdążyliśmy okiełznać przed wyjazdem – to nawet ta perspektywa nie zniechęcała mnie przed powrotem do domu.

Zawsze marzyłam o tym, żeby tego doświadczyć. Tęsknoty za domem, w którym dobrze się czuję, w którym mogę uspokoić swoje myśli, odpocząć. W którym nie czuję się przytłoczona. I choć czasem złoszczę się na ten mały metraż jaki obecnie mamy to… potem siadam i myślę, że przecież jest nam dobrze. A największym komplementem jest to, gdy nasi przyjaciele przychodzą i mówią, że czują się u nas tak dobrze, że aż nie chce im się od nas wychodzić. Tak, o tym też marzyłam. O domu otwartym dla bliskich, o domu, w którym każdy będzie mógł czuć się swobodnie, bez skrępowania. Chyba mi się to udało. I cieszę się z tej myśli ogromnie!

dsc_0057

Marzę o tym, żeby mieć kiedyś prawdziwy dom. Z ogródkiem i drewnianą werandą. Dom, w którym będzie dużo bieli, dużo drewna, miękkich materiałów. Dom, w którym będą duże okna, kominek i miejsce dla mojego starego pianina, które wręcz błaga o nastrojenie. Dom, w którym będzie dużo zdjęć, pokazujących jak bardzo jesteśmy szczęśliwi razem. Dom, w którym będzie kuchnia otwarta na salon, by razem ucztować, pichcić i dawać przestrzeń dla zapachów z piekarnika. Dom z wygodną kanapą i najbardziej miękkim fotelem na świecie. I z koszem wiklinowym, który pomieści wszystkie nasze koce i poduchy. Dom, w którym śmiech będzie na porządku dziennym. I kwiaty, kwiatów będzie dużo. Biała gipsówka, letnie chabry i maki, a wiosną tulipany zerwane na działce moich rodziców.

Ale zanim to nastąpi cieszę się tym, co mam, tym co udało nam się stworzyć z tej wynajmowanej, małej przestrzeni. Cieszę się z puchatego dywanu i drewnianego stolika z białych skrzynek – marzyłam o nim! Cieszę się z kwiatów, które zawsze świeże stoją w każdym kącie. Cieszę się z bieli, szarości i mięty. I z odrobiny koloru, różu i pasteli, które dominują w sypialnianym pokoiku. I nawet uśmiecham się dziś do kuchni, mikroskopijnie małej, ale z wymarzoną tapetą z białej cegiełki.

dsc_0574

Powtarzam to po raz kolejny. Każdą przestrzeń da się oswoić. Wystarczy tylko odrobina wysiłku, chęci i dużo serca. Może w końcu przygotuję dla Was naszą mieszkaniową metamorfozę, chcecie?

marta

PS. A te przepiękne miętowo – koronkowe słoiczki i kwiaty z pierwszego zdjęcia, to właśnie pamiątka jednego z majowych wesel. Piękne prawda? I spod pięknych rąk powstały! Rękodzieło – idealne upiększenie wszystkiego!

8 Comment

  1. Marysia says: Odpowiedz

    Oczywiście, że chcemy metamorfozę! Zazwyczaj nie komentuję, ale skrycie czekałam, aż wrócisz 🙂 Cieszę się, że znów piszesz. Twoje osty zawsze napawają mnie spokojem. Z babskiej ciekawości – jak mały jest Wasz metraż, bo na zdjęciach tego nie widać, wydaje się przestronnie? Pozdrawiam!

    1. Marta says: Odpowiedz

      Cieszę się, że jednak postanowiłaś skomentować 🙂 Dla mnie to zawsze miła wiadomość!
      Jeśli chodzi o metraż, to jest to ok. 41 m, niby nie jest to mało, ale w praktyce układ mieszkania jest czasem dość denerwujący. W poprzednim mieszkaniu, w Warszawie mieliśmy zaledwie kilka metrów więcej, ale kuchnia otwarta na salon i ogródek sprawiało, że było więcej przestrzeni, a ja tak właśnie uwielbiam. Tu natomiast mamy mieszkanie w wysokim bloku, dość starym bloku więc to niewielkie 2 pokoje i tradycyjnie – po środku – bardzo wąska kuchnia. I to jest dla mnie najtrudniejsze, bo więcej niż 2 osoby to już robi się tłum, dziecko do tego – dość trudne do zorganizowania. Ale radzimy sobie 🙂 Jednak zdecydowanie wolę otwarte przestrzenie, wtedy spokojnie mogę doglądać dziecka, jednocześnie gotując czy zmywając naczynia. No ale nie mieliśmy za bardzo wyjścia i póki co to było jedyne mieszkanie, które mogliśmy rozważać. Nie jest najmniejsze, oczywiście, ale układ czasem nam utrudnia swobodę. Napiszę więcej na pewno w oddzielnym wpisie 🙂

  2. taka sobie says: Odpowiedz

    Oj tak, w domu najlepiej. Nawet jak spędzamy cudowny czas poza domem to prędzej czy pòźniej potrzebujemy domowego spokoju, lub prędzej domowego rozgardiaszu (przy dzieciach to bardziej możliwe) niż wyjazdowych przygòd.
    Życzę Ci, by marzenia o domu i ogrodzie spełniły się, a na razie z niecierpliwością będę oczekiwać na wnętrzarskie nowości.
    Pozdrawiam wszystkich domiowych

    1. Marta says: Odpowiedz

      Rozgardiasz jest u nas na porządku dziennym 😀 I faktycznie przy dziecku doceniam domowe zacisze. A marzenia – mam nadzieję, że kiedyś, kiedyś się spełnią. A jak nie dom, to jakiś inny kąt – byle własny 🙂
      Uściski!

  3. Wiesz Marta myślę, że najważniejsze jest to że jesteście w Waszym mieście szczęśliwi. Reszta przyjdzie z czasem jeśli zaufasz Bogu, oj tak (!) on spełnia najskrytsze pragnienia naszego serca. Cieszę się, że mimo wszystko potrafisz znaleźć dobro i jesteś wdzięczna, bo to przyczynia się do tego że potrafimy radować się z małych rzeczy i z tego że wróciłaś w to miejsce!

    Pozdrawiam Cię serdecznie z Krakowa! 🙂

    1. Marta says: Odpowiedz

      Szczęście i wewnętrzny spokój to najważniejsze. Chociaż przyznam Ci się szczerze, że od pewnego czasu bardzo tęsknię za Warszawą, jakoś tak podświadomie… Już prawie pół roku minęło od wyprowadzki i wiedziałam, że prędzej czy później taki kryzysowy moment nastąpi. To miasto, ulice, znajome miejsca, ludzie, tyle wspomnień, taki kawał mojego życia…
      Dziękuję za pozdrowienia z Krakowa, marzy mi się, żeby w końcu się tam znowu wybrać, może niedługo się uda 🙂

  4. Ja teraz będę wracać do domu. Czeka mnie przeprowadzka z mojego studenckiego Lublina do domu i bardzo mnie to stresuje i trochę martwi. Dużo myśli…. Twoje wpisy będą dla mnie wielką pomocą w zmianie miejsca zamieszkania, więc czekam z niecierpliwością! 🙂

    1. Marta says: Odpowiedz

      Trzymam mocno kciuki. Jeśli jesteś też takim wrażliwcem jak ja – to jest to z pewnością trudny czas, decyzja. Ale wszystko się na pewno poukłada tak, jak powinno 🙂

Dodaj komentarz