Przeprowadzka

15732700_1027244247387173_9189309768221061548_o

Piękny widok prawda? Góry niesamowicie rysują się na tle zachodzącego słońca. Wschody słońca są równie piękne. Mieszkanie na 8 piętrze w wysokim bloku ma w takich okolicznościach ogromne plusy. Zamieniliśmy przytulne, warszawskie mieszkanie z ogródkiem na małe miasteczko i wysoki blok z balkonem z najpiękniejszymi wschodami i zachodami słońca. Czy było warto?

O tym, że po wielu moich wewnętrznych bojach, pokochałam Warszawę pisałam Wam już nie jeden raz. Mój List do Warszawy  nie stracił na ważności. Wciąż darzę ją sentymentem, a teraz również tęsknotą. Przychodzą jednak takie chwile w życiu, kiedy stajemy na rozstaju i musimy podjąć bardzo ważne decyzje. Taką była właśnie decyzja o opuszczeniu stolicy. A dziś, jak kawa na ławę, serwuję Wam ile dobra dzięki temu otrzymałam.

Oszczędność czasu. To chyba najważniejsza zaleta życia w mniejszym mieście, blisko rodziny i przyjaciół. Czasem aż nie wierzę w to, że tak nam tu dobrze, że tak ‚na rękę’ wszystko się ułożyło. Wszędzie jest tutaj blisko, wszystko jest ‚po drodze’. W mniej niż dwie minuty docieram do spożywczego marketu, nie martwiąc się, że muszę pokonać pół miasta, żeby zrobić większe zakupy. Tuż za rogiem jest piękny park z dwoma stawami i mnóstwem uliczek. Przyglądamy się kaczkom i wypatrujemy łabędzie. Przez park spacerujemy też do moich rodziców. Są niemalże na wyciągnięcie ręki! Blisko mamy do warzywniaka i na sobotni targ staroci. I do kościoła co niedzielę idziemy spacerkiem i czasem uwierzyć nie mogę, że to się dzieje naprawdę. Odkąd tu jesteśmy dni wyglądają zupełnie inaczej. Są takie nieśpieszne, spokojne, poukładane. Na wszystko jest czas. Bardzo mi tego brakowało.

kawa

Rodzina i przyjaciele. Wczoraj przed południem przyjechał na kawę mój tato. O tak, niezapowiedzianie. Przywiózł całą torbę najpyszniejszych w okolicy jabłek i świeże pieczywo z pobliskiej piekarni, bo my uwięzione przez chorobę w domu nawet nie zdążyłyśmy zrobić porządnych zakupów. Taki scenariusz w Warszawie? Nie do wyobrażenia. O ile na świecie nie było jeszcze Laury to nasze życie z dala od rodziny nie było aż tak trudne. Byliśmy zajęci pracą, nauką, a w weekendy staraliśmy się jak najczęściej przyjeżdżać w rodzinne strony. Po narodzinach dziecka nie było to już tak proste. Podróże kilkaset kilometrów w jedną stronę były przez kilka miesięcy nie do zrealizowania, więc i rzadziej widzieliśmy się z bliskimi. Tracili na tym chyba wszyscy, a najbardziej nasze dziecko, które pozbawione było częstego kontaktu z dziadkami, czy też naszym rodzeństwem. Teraz wszystko wygląda inaczej. Laura ma stały kontakt z dziadkami, a my z rodzicami. Widujemy się też z naszymi przyjaciółmi, z którymi wreszcie możemy pogłębić relacje, bo nie dzieli nas już ta wielka odległość. Teraz pozostaje nam tęsknić za przyjaciółmi, których pozostawiliśmy w Warszawie. Całą sobą czuję, jak dobra była to decyzja. Bo nic nie jest tak ważne, jak rodzina. Stawiając ją na szali z innymi sprawami – wszystko jest jasne. I cieszę się… na spotkania z najbliższymi, na spontaniczne odwiedziny przyjaciół. Jest tak, jak powinno być.

mania1

Mamy. Pisałam już o tym,  jak trudno było mi rozstać się z moimi przyjaciółmi z Warszawy, jak obawiałam się tego starego – nowego środowiska. Zastanawiałam się, jak długo będziemy z Laurą czuły się „osamotnione”. Myślałam kiedy i jak poznam inne młode mamy, z którymi będę mogła rozmawiać, spotykać się, czerpać porady i inspiracje. Bardzo chciałam, żeby Laurka miała towarzystwo dzieci, a ja – innych mam. Jak już wiecie, spotkanie z innymi rodzicami nastąpiło już kilka dni po naszej przeprowadzce. I tak trwa do dziś! Otaczają mnie niesamowicie mądre, ciepłe mamy, z którymi odnajduję wspólny język, które mają podobny światopogląd i metody wychowania. Z którymi spotykamy się na muzycznych zajęciach i na spacerze w parku. Z którymi wiem, że jeszcze niejedną pyszną kawę wypiję i pouśmiechamy się razem przy śmiechu naszych dzieci. One są jak z Nieba dane!

dom1

Obecność. Moim największym matczynym pragnieniem było bycie z dzieckiem jak najdłużej w domu. Jak ognia chciałam uniknąć masowego, warszawskiego żłobka. Szukanie na siłę opiekunki też mnie nie przekonywało. Pierwsze lata dziecka są bardzo ważne dla jego prawidłowego rozwoju emocjonalnego, na budowaniu więzi z rodzicami. To też kluczowy czas dla rozwoju wielu sprawności motorycznych. Czy chciałabym, żeby coś mnie ominęło? Żebym czegoś nie zauważyła? Pragnę towarzyszyć dziecku przez te pierwsze lata w sposób szczególny. Patrząc na naszą sytuację – w Warszawie byłoby to niemożliwe. Tu, w mniejszym miasteczku, gdzie koszty życia są jednocześnie o wiele mniejsze, możemy pozwolić sobie na to, bym mogłam zostać z Laurą tyle, ile potrzeba. Nie mogę być bardziej szczęśliwsza i spokojna. Otaczam ją opieką, czuwam i pozwalam się rozwijać, będąc tuż obok. Jednocześnie spotykamy się regularnie z innymi dziećmi, bo wiem, jak ten kontakt z rówieśnikami jest dla dzieci ważny i jak dobrze wpływa na ich rozwój społeczny. Wraz z przeprowadzką odetchnęłam z ulgą, bo pamiętam rozterki moich koleżanek – mam, mieszkających w Warszawie, które po prostu nie miały innego wyjścia i musiały przygotować się na rozstanie z dzieckiem. Przeprowadzka dała nam szansę na obecność i spokój. Całym sercem czuję, że to dobra decyzja. Jak już pisałam w poprzednim wpisie – najważniejsze jest tu i teraz. Zdążę jeszcze wrócić do pracy, zdążę się rozwijać. Ale decydując się na zostanie w domu, zdążę się też nacieszyć obecnością z córką. I to jest dla mnie najważniejsze!

dsc_0665

Ludzie. Może powiecie, że przesadzam, ale ludzie tutaj są inni. Ludzie, których spotykam żyją spokojniej, prościej, bez pośpiechu. W windzie rozmawiam z sąsiadami, w piekarni Pani z uśmiechem sprzedaje najpyszniejszy chleb. Sąsiadka przyjmuje pocztę, a ja odwdzięczam się jej uśmiechem i dobrym słowem – spodziewa się synka! Na ulicy mijam znajomych i koleżanki ze szkoły. Przystajemy, rozmawiamy, wspominamy i życzymy sobie wszystkiego dobrego. I choć ostatnio jeden Pan powiedział mi, że ludzie niechętnie sobie pomagają, to chyba albo doświadczał częstych przykrości, albo nie spędził choćby kilku dni w Warszawie. Tam – niestety, mimo mojej wielkiej miłości do tego miasta – często spotykałam się z chłodem i obojętnością. Cieszę się tymi ludźmi, którzy mnie otaczają. Doświadczam tej ludzkiej życzliwości. A może po prostu znów sprawdza się moje życiowe motto, że dobro wysłane w świat zawsze do nas powróci?

dsc_0995

Czas na oddech. Oszczędność czasu, bliskość rodziny i przyjaciół. To wszystko składa się na jedno – czas dla siebie, czas na oddech i odpoczynek. Będąc w Warszawie bez żadnej pomocy z zewnątrz trudno jest myśleć o sobie, o małżeństwie, o odpoczynku. Żyliśmy na pełnych obrotach i w wielkim zmęczeniu. Teraz, wiedząc, że mam tu bliskie osoby, na które mogę liczyć, jest zupełnie inaczej. Bez obawy mogę pozostawić moje dziecko pod opieką dziadków na godzinę, dwie, a nawet trzy! Wiem, że gdy poczuję się gorzej, znajdzie się ktoś, kto będzie chciał i mógł mi pomóc. Gdy niedawno Laura poważnie się rozchorowała, przyszła moja mama, żeby mi pomóc i ugotować pyszny obiad, bo ja nawet nie miałam do tego głowy. Gdy potrzebowałam załatwić kilka spraw w urzędzie, mogłam liczyć na pomoc taty, który zawiózł mnie gdzie trzeba, żebym mogła szybciej wrócić do domu, do dziecka. Udaje mi się nawet znaleźć w tygodniu wieczór dla ciała, bo przyjaciółka wyciąga mnie na fitness, dzięki czemu mamy też choćby chwile na pogadanie i nadrobienie zaległości w relacji. Czy mam jeszcze wymieniać? Lista jest nieskończona!

nowydom2

Mogłabym podzielić się z Wami jeszcze wielką ilością dobra. I jestem za to ogromnie wdzięczna. Życie jest życiem. Zdarzają się gorsze dni, nawet te dni bardzo złe, kiedy po prostu nic się nie układa i kiedy mam wrażenie, że każda decyzja jest złą decyzją. Ale potem siadam i przypominam sobie o tym wszystkim, co właśnie Wam napisałam. I dobro przeważa, zabiera gdzieś to co złe i trudne. I jest lepiej.

Wreszcie czuję, że mamy swoje spokojne miejsce. Dom.

marta

4 Comment

  1. Taka sobie says: Odpowiedz

    I Laurka będzie mogła osobiście wyściskać Babcię i Dziadka z okazji ich święta. I bez okazji też.
    Dorosłość to podejmowanie decyzji i cieszy, gdy są one słuszne. Czasami nie jest to łatwe, bo nawet jeśli coś jest nie tak, to zmiana odstrasza, bo nie wiadomo jak będzie. Lepszy wròbel w garści niż dzięcioł na dachu. Jednak jeśli w grę wchodzi poprawa jakości życia naszych bliskich, lepszy kontakt i zacieśnianie więzi rodzinnych to warto podjąć ryzyko. W końcu nie ważne gdzie, ważne z kim.

  2. Taka sobie says: Odpowiedz

    Widok z okna rzeczywiście piękny. Zazdroszczę. My zamieniliśmy 9 piętro i widok na Las Kabacki na parter. Takiego widoku najbardziej mi brakuje.

  3. ja przez wiele długich lat zmieniałam miejsca zamieszkania średnio co 2 lata, wynajmowaliśmy różne mieszkania i domy, niczego mi tak nie brakowało, jak stabilności, i moim dzieciom pewnie też, jak zaczęły podrastać, obecnie mieszkamy w swoim/ no na spółkę z bankiem na razie 🙂 od ponad 12 lat, i sama nie wiem , czy bym nie chciała znowu do miasta, bo im człowiek starszy to wygodniejszy, ale na razie nie myślimy, chociaż kilka razy zaświtało nam, a może czas na zmiany 😉 Twoja decyzja wygląda na dobrą, i myślę, że docenisz to za niebawem 🙂

    1. Marta says: Odpowiedz

      Ja już to doceniam, ale wierzę, że jeszcze musi minąć trochę czasu, żeby mieć większy obraz. Czasem z mężem zastanawiamy się co nam powie Laura gdy podrośnie, jak oceni tę naszą decyzję i czy kiedyś nie będzie chciała wyfrunąć do wielkiego miasta. Choć moim marzeniem było od zawsze, żeby wychowywać dzieci w mniejszej miejscowości, a nie w wielkim tłoku.
      Czas pokaże 🙂

Dodaj komentarz