Zimowe marzenie

15725979_1189929204416460_1917146883_o

To był poświąteczny, grudniowy poranek. Koniec 2015 roku zbliżał się już wielkimi krokami. Końcówka grudnia ma to do siebie, że towarzyszy jej wciąż świąteczny nastrój. Lampki na choince, świecące balustrady osiedlowych balkonów, pyszne poświąteczne ciasto i wspomnienia wigilijnego stołu. O ile Boże Narodzenie było bardzo ciepłe, o tyle ten poświąteczny poranek zapowiadał nadchodzące mrozy. Niechętnie wystawiłam nos spod ciepłej kołdry i wyszykowałam się do lekarza. To miała być już jedna z ostatnich wizyt, rozmowa z lekarką, kontrolne badania, których wyniki były potrzebne przed porodem. Wszystko na spokojnie. Wysiadłam na Krakowskim Przedmieściu i zachwyciłam się. Oszronione uliczki, świąteczne dekoracje. „Ach, czemu nie mogło tak być na Święta?”. Było pięknie.  I tak spokojnie jeszcze, bo i godzina tak bardzo poranna. Otuliłam się cieplej szalem i powoli, a nawet bardzo powoli przespacerowałam się Bednarską w kierunku Karowej. Parkowy skwer też był oszroniony, słońce powoli oświetlało wszystko dokoła. I powietrze, takie było rześkie! Cudownie!

zima

Uwielbiam mróz i promienie słońca. To dla mnie idealne, zimowe połączenie. Cudownie, jeśli pod butami skrzypi nam śnieg, ale jeśli niestety go nie ma, zdecydowanie wystarczy mi słońce i mróz. A jak mróz to i szron. Taka namiastka śniegowej bieli. Mróz przyszedł końcem grudnia, rozgościł się na dobre. W ten poświąteczny poranek wróciłam do ciepłego domu. Wypiłam gorącą inkę i zjadłam kawałek świątecznego ciasta. Korzystałam z tego pięknego odpoczynku. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za kilkadziesiąt godzin ten odpoczynek dobiegnie końca. A mróz za oknem był coraz silniejszy. Odczułam to w sylwestrową noc, gdy w środku nocy wsiadałam do samochodu. Przed szpitalem mróz był równie silny. Później już nie widziałam, co działo się za oknem. Aż do noworocznego popołudnia, gdy leżałam już na poporodowej sali. Było mi dobrze, mimo nawracającego bólu. Odpoczywałam, a za oknem widziałam oszronione uliczki. Szybko nadszedł zmrok, a ja, wpatrzona w zimowe latarnie myślałam o tym, co się dzieje.

Poranek był wyjątkowy. Zaczął padać śnieg. Zaświeciło słońce. „Słońce i mróz” – proszę, specjalnie dla Ciebie. Widok zza okien Szpitala Praskiego bardzo mi się podobał. I chociaż żałowałam, że nie mogłam pójść na mroźny, styczniowy spacer, to cieszyłam się tą aurą, która otaczała nasze szpitalne okno. Wszystko nagle stało się takie jak w marzeniach. Słoneczny mróz za oknem i Ona w moich ramionach. Noworoczna. Najpiękniejsza.

dsc_0384

dsc_0096

Prawie rok temu, Kochani. Rok.

marta

2 Comment

  1. Taka sobie says: Odpowiedz

    Rok to tak niewiele, zdawałoby się, a tak wiele przez ten czas może się wydarzyć. Zawsze zadziwiało mnie, że dzieci potrzebują zaledwie roku, by z noworodka zupełnie zależnego od dorosłych, zmienić się w raczkujące, gadające i zupełne kontaktowe dziecko. I to czego najbardziej potrzebuje to miłość rodzicòw.
    Wspomnienia pierwszych chwil z dzieckiem zawsze zostaną w matce. Tego chyba po prostu nie można i nie chce się zapomnieć.
    Życzę Laurce, by zawsze otaczała ją miłość bliskich, by mogła wzrastać w zdrowiu, radości i szczęściu. Niech z jej buzi nie schodzi uśmiech. A Tobie Marta życzę, by ten noworoczny „prezent” był zawsze powodem dumy i spełnienia.

    Wiele dobra w nadchodzącym roku dla całej rodziny:)

    1. Marta says: Odpowiedz

      Ten rok wiele mnie nauczył i tak wiele zmienił. I choć czasem zmęczenie bierze górę, to jednak w tym wszystkim jestem szczęśliwa. Dziękuję za piękne życzenia! Uściski! 🙂

Dodaj komentarz