Grudniowe wspomnienia

dsc_0899

6 grudnia. To taki pierwszy przystanek przed Świętami Bożego Narodzenia. Dzień, który od zawsze rozpoczyna dla mnie tę bardziej magiczną aurę przedświątecznego czasu. Miasta rozbłyskają kolorowymi światłami. Choinki oświetlają skwery i place. Śnieg nieśmiało zaprószy czasem z nieba, choć chciałoby się jeszcze więcej, jeszcze bardziej biało. Choć i tak jest pięknie. Bo przecież liczy się to, co w sercu. A w sercu noszę wspomnienia, które w okolicy 6 grudnia budzą się najmocniej i powracają. A ja z sentymentem myślę, wspominam i tęsknię do tych chwil gdy…

…gdy jako dziecko, z głęboką ufnością i niewinnością oczekiwałam tej grudniowej nocy. Bo to właśnie w nocy przychodził On. Niezauważany przez nikogo. Tajemniczy, ale prawdziwy. Mikołaj. A było to tak:

Początek grudnia wprowadzał wielkie zniecierpliwienie. Pierwszy… trzeci… czwarty… piąty. Jest! 5 grudnia dłużył się w nieskończoność. Najbardziej pamiętam czasy, gdy chodziłam do podstawówki. Po szkole wszyscy rozchodziliśmy się podekscytowani, bo przecież to dziś, to tej nocy przyjdzie Mikołaj! To tej nocy będziemy próbowali go zobaczyć i jak zawsze prześpimy moment jego przyjścia. Wieczór był zawsze przepełniony czymś nieopisanym. Wykąpaliśmy się szybko, żeby przybliżyć tę noc, a wraz z nocą sen. Bo dopóki nie zaśniemy, nic się nie wydarzy. Czytałam mojemu młodszemu bratu Mikołajkowe Opowieści. Nie, nie bajki. To były prawdziwe opowieści. Piękne, wyjątkowe. Mała książka w szarej okładce. A w środku historie o Mikołaju, który nocą obdarowywał potrzebujących. Historie o dzieciach, które tej wyjątkowej grudniowej nocy zanosiły swoje marzenia do nieba.

dsc_0919

Czytaliśmy te Opowieści, a za oknami słyszeliśmy dzwonki. I do dziś nie wiem, czy to była nasza dziecięca wyobraźnia, czy był to szczęśliwy zbieg okoliczności i ktoś przechadzający się po ulicy postanowił zadzwonić dzwoneczkami, nie sądząc zupełnie, że właśnie jakimś dzieciom serce zabiło mocniej na ten dźwięk. Próbowaliśmy przywołać sen. Niełatwe to było. Bo właśnie tej nocy – jak na złość – sen za nic nie chciał przyjść. A gdy już przyszedł, to nie wiadomo było kiedy.

Przebudzaliśmy się w środku nocy, niemal jednocześnie, ręką przeszukując okolice poduszki. Jest! Szelest! Prezent! Był! Ale kiedy… znów go nie zauważyliśmy, znów przyszedł po cichu, nie budząc nikogo. Ach, ten Mikołaj! Ileż dzieci marzyło, że tej nocy wreszcie go zobaczą, że tym razem się uda. I odszedł sen, na chwilę, w środku nocy sprawdzaliśmy nasze paczki, prezenty wymarzone. I szczęśliwi zasypialiśmy, żeby rano próbować słodkości czekoladowych. Ależ to wszystko było wyjątkowe. Piękne. Niewinne. Gdy tak sobie teraz wspominam te dziecięce, grudniowe wieczory, dochodzę do wniosku, że były to najpiękniejsze lata. Lata wiary. Wiary w dobro. W coś niezwykłego. I chcę, by moje dziecko doświadczało tej niezwykłości jak najdłużej. By wierzyło, że tej wyjątkowej nocy przychodzi Święty. Przychodzi, by podarować choćby drobiazg. Chciałabym, by z rozmarzeniem słuchała grudniowych Opowieści. By słyszała dzwonki dzwoniące za oknem. By budziła się w nocy z radością. By doświadczyła tego pięknego oczekiwania.

dsc_0957

Zastanawiałam się jak będzie w tym roku. Jest taka malutka. Czy cokolwiek zrozumie? Czy uda nam się jakkolwiek wprowadzić ją w ten wyjątkowy świat dziecięcych marzeń? Zastanawiałam się tym bardziej, że tak wiele ostatnio zmian nadeszło. I że nadal nie wszystko poukładane jest tak, jak należy. I że wszystko niby po dawnemu, a jednak nowe. I gdy tak jesteśmy tu od niedawna, udało nam się ten grudniowy wieczór spędzić wśród cudownych ludzi, nowych znajomych, ciepłych uśmiechów. Wśród życzliwości i gwaru dziecięcego śmiechu. Łapałam te uśmiechy, między kubkiem owocowej herbaty, a błyskiem lampek, które tak pięknie ozdabiały kącik św. Mikołaja. A potem patrzyłam na radość dzieci. Tych większych, świadomych i tych najmniejszych, Maluszków, niewiedzących tak naprawdę co się dzieje, ale wierzę głęboko – że odczuwały magię tej chwili. Widziałam to po błyszczących iskierkach w tych małych oczkach. To był piękny początek świątecznej przygody. I cieszę się, bo wprowadzając moją córkę w tę piękną przygodę, sama również będę stawać się jak dziecko. I wracać będę do tych grudniowych wieczorów, do wsłuchiwania się w Opowieści i dzwonkowe dźwięki.

dsc_1000

marta

7 Comment

  1. Marysia says: Odpowiedz

    Czekałam na nowy wpis z niecierpliwością 🙂 Dla mnie grudzień to ez magiczny czas wspomnień dzieciństwa. Pozdrawiam!

    1. Marta says: Odpowiedz

      Dla mnie zawsze jesień jest taka sentymentalna. Ale grudzień rządzi się swoimi prawami 🙂

  2. Taka sobie says: Odpowiedz

    U mnie jakoś mikołajki przechodzą niezauważenie. Nie przywiązuję do nich większej wagi. Czekam na Święta. Dopiero wtedy przychodzi św. Mikołaj, odkąd zostałam mamą nawet co roku. Wcześniej był jak sama byłam ledwo odrosłym szkrabem, ale dobrze pamiętam tamten wieczòr i nasze, dzieciakòw podekscytowanie. Chyba zapytam go w tym roku, gdzie się podziewał przez te wszystkie lata;)
    Chcę by moje dzieci wierzyły w św. Mikołaja. Nawet jeśli za kilka lat od kolegòw dowiedzą się „prawdy”, niech zawsze we wspomnieniach mają wigilijny wieczòr i niecierpliwie oczekiwanego Gościa z nieba. Niech pamiętają i smakują emocje najpiękniejszych Świąt w roku, jak ja pamiętam tę niezwykłą wizytę sprzed, notabene, 30 lat. W końcu to składa się na szczęśliwe dzieciństwo i rozświetla dorosłość.

    1. Marta says: Odpowiedz

      Ja najpiękniej wspominam te chwile, gdy wierzyłam w św. Mikołaja i mam nadzieję, że uda mi się wprowadzić w tę dziecięcą wiarę moje dzieci. Żałuję trochę, że pewna osoba dość dobitnie sprowadziła mnie w tej wierze na ziemię. Ja będę strzegła moich dzieci najmocniej jak się da! 🙂

  3. Można wiedzieć jakim sprzętem robisz zdjęcia/kręcisz filmiki? 🙂

    1. Marta says: Odpowiedz

      Wszystko robię za pomocą lustrzanki Nikon D3100 🙂 Wcześniej nie miałam tego luksusu, ale odkąd otrzymałam ten aparat w prezencie to jestem zakochana i w fotografowaniu i w efektach wizualnych 🙂

      1. To chyba muszę popracować nad moim warsztatem, bo korzystam z tej samej lustrzanki, ale takich pięknych efektów nie osiągam 😉

Dodaj komentarz